Testowanie kosmetyków na zwierzętach – niewinne testy czy brutalne okrucieństwo?

To będzie dla mnie jeden z cięższych wpisów. Jestem wrażliwa na cierpienie zwierząt i samo pisanie o przerażających praktykach stosowanych przez firmy kosmetyczne sprawia, że mam gęsią skórkę. Jednak postanowiłam podjąć się tego tematu, żeby uświadomić Was czym jest testowanie produktów na zwierzętach. Większość z nas patrząc na etykietę produktu widzi napis „tested on animals”. Nie zastanawiamy się za bardzo, co to oznacza. Wkładamy daną rzecz do koszyka, płacimy i z radością używamy w domu. W tym wpisie opiszę dokładnie! na czym polega cały proces testowania. Oczywiście nie będę nikogo szykanować za używanie testowanych produktów. Ja sama do pewnego momentu nie byłam świadoma tego, co muszą przejść zwierzęta, żebym mogła się cieszyć danym kosmetykiem. Jeśli jednak po tym wpisie choć jedna z Was będzie się starała nie używać testowanych w ten sposób produktów, odniosę osobisty sukces.

 

Żądza pieniądza, czyli o tym jak pieniądze wyprały nas z uczuć.

Żyjemy w czasach, w których zysk stawiamy na pierwszym miejscu. Pieniądze żądzą światem.

Doskonale rozumiem, że testy na zwierzętach są kilkukrotnie tańsze niż te z wykorzystaniem innych metod. Jestem jeszcze w stanie jakoś wytłumaczyć fakt, że małe dopiero co rozrastające się marki tną koszty i łapią się jak najtańszych metod. Tak po prostu nie jestem w stanie pojąć tego jak wielkie światowe koncerny, których reklamy widzimy na każdym kroku mogą jeszcze stosować takie okrutne praktyki. Pod koniec tego wpisu, wrzucę Wam link do wszystkich firm. Będziecie w szoku ile tego jest. Mogę się założyć, że większość z Was posiada w swoim domu produkty tych marek. Osobiście przyznam, że najbardziej zaszokował mnie fakt, na liście znalazłam jedną z moich ulubionych marek – Yves Rocher. Firma ta szczyci się na każdym kroku tym, że że ich kosmetyki zawierają naturalne i ekologiczne ekstrakty z roślin. Owszem to godne pochwały, ale pod tą cudowną otoczką kryje się brutalna prawda!

Czy zastanawiałaś się kiedykolwiek trzymając w dłoniach produkt na którym widnieje oznaczenie testowane na zwierzętach co to dokładnie oznacza? W jakich sposób bada się daną rzecz? Ja już dawno temu odkryłam prawdę. To czego się dowiedziałam jest przerażające, okrutne i obrzydliwe zarazem! Krótko mówiąc chciałabym to „odzobaczyć” ale się nie da.  Dlatego uważam, że nie można tego przemilczeć. O tym powinno się mówić głośno. Należy uświadamiać społeczeństwo i pokazywać jak wygląda ten mroczny proceder.

 

Składniki używane do produkcji kosmetyku poddawane są trzem podstawowym testom.

Test Draize’a – badanie na podrażnienie oka.

Test wykonywany jest w celu uzyskania oceny stopnia ryzyka stosowania określonej substancji w obręb worka spojówkowego lub stosowania w pobliżu gałki ocznej. Stosuje się go podczas badania np. kropli do oczu, kremu do twarzy czy kremu pod oczu. Cała procedura polega na wprowadzeniu danej substancji do oka i zostawienie jej tam (niewypłukanej!) na 24godziny. W niektórych przypadkach nawet na 21 dni! Króliki nie wydzielają płynu łzowego, dzięki czemu wypłukanie szkodliwego składnika nie jest możliwe!

Celem badania jest sprawdzenie bezpieczeństwa stosowania produktu, gdy ten niechcący dostanie się do oka. Pozytywne przejście tego testu dopuszcza wyrób do sprzedaży. Test wydaje się potrzeby i wręcz konieczny. Są jednak jego alternatywy o których wspomnę w jednym z artykułów pod koniec tego wpisu. Warto też napisać do dzieje się, że okiem zwierzęcia na którym testowany był produkt. Najczęściej jest to królik albinos albo świnka morska. Gdy dana substancja zawiera szkodliwe składniki następuje: zmętnienie rogówki, zapalenie tęczówki, obrzęk, wysięk, a nawet złuszczanie nabłonka. W efekcie królik zostaje pozbawiony gałki ocznej. A w praktyce wygląda tak mniej więcej tak:

test rabbit eye draizea

Test na podrażnienie skóry.

Zwierzęta, które mają zostać poddane testom zostają ostrzyżone. Następnie nacina im się skórę i w miejsce nacięcia wprowadza się testowaną substancję. Mogą przy tym wystąpić: podrażnienia skóry, zapalenia i egzemy. Zwierzęta podczas testów trzymane są w specjalnych zamkniętych klatkach. Często owija się je też specjalnymi opatrunkami i zakłada kołnierz, który uniemożliwia lizanie i drapanie ran. Pomyślicie tortury? I macie rację!

TEST draizea

 

Test LD50, czyli test na toksyczność.

Test ten wykonuje się na ssakach tj. szczury lub myszy. Badaną substancję podaje się w różnych dawkach ok. 30 szczurom. Najczęściej zostają one dodawane są do pokarmu. Bywa, że podaje się je za pomocą sondy wewnętrznej i zmusza się zwierzę do połykania. Jeszcze inne wstrzykiwane są domięśniowo, dożylnie lub do brzucha. Po kilku dniach występują u nich skurcze, paraliż lub inne reakcje, które są obserwowane i protokołowane. Na końcu zabija się zwierzęta, aby móc ocenić stopień szkodliwości substancji w organach i systemie nerwowym. Podczas badania jednej substancji ginie ok. połowa badanych szczurów. Pomyślcie sobie zatem, że przeciętny kosmetyk zawiera ok. 20 różnych składników. Wystarczy sobie pomnożyć, żeby możemy śmiało stwierdzić że przy testach jednego produktu gnie ok. 300 zwierząt!

rat test injection

Czytając o tych testach większość z Was zapewne pomyśli. Okej, giną zwierzęta, ale po to, żebyśmy to my mogli cieszyć się produktami bez skutków ubocznych dla naszego zdrowia. Otóż prawda wygląda całkowicie inaczej.

 

Testy na zwierzętach. Czy naprawdę sprawiają, że produkty stają się dla nas w pełni bezpieczne?

Nie ma 100% dowodów, że testy produktów przeprowadzanych na zwierzętach sprawią, że nam dzięki temu nie stanie się nam krzywda. Zwierzęta są całkowicie inaczej funkcjonującym organizmem. Na przykład króliki jak już wcześniej wspomniałam nie wydzielają łez, a ich skóra jest parę razy wrażliwsza od ludzkiej. Dodatkowo nie ma pewności czy my na przebadaną substancję nie zareagujemy alergicznie. Bezpieczeństwo danego składnika możne być dowiedzione dopiero wtedy, gdy przez 10 lat podczas używania produktu przez ludzi nie wykazano żadnego działania ubocznego!

Istnieją już setki produktów i substancji które zostały już przebadane. Bez przeszkód można by było tworzyć nowe receptury z tego, co już mamy. Jednak pęd za pieniędzmi sprawia, że wynajdowane są coraz to nowsze składniki, działające cuda. Sprawia to, że testy muszą zostać wznowione. Co ma na celu przyniesienie korzyści i zysków jedynie producentom. 

 

Alternatywne metody testów na zwierzętach.

Pomiar na kulturach komórkowych, które wykazują, czy dana substancja jest trująca, wpływa ujemnie na dziedziczność cech lub jest rakotwórcza.

Badanie na tolerancję skóry może być wykonany poprzez „SKINTEX”, sztucznym systemem, który pozoruje budowę i funkcjonowanie ludzkiej skóry.

Test na podrażnienie oka może być z powodzeniem zastąpiony badaniem na sztucznym systemie o nazwie „EYTEX”.

(Metoda EYTEX jest testem in vitro służącym do przewidywania podrażnienia oczu chemikaliów i preparatów na podstawie zmian w macierzy białkowej. Wcześniej opublikowano wyniki wielo-laboratoryjnego badania 130 próbek. Przeprowadzono cztery niezależne badania w celu dalszej oceny dokładności, odtwarzalności i stosowalności metody EYTEX, Dały one rezultaty lepsze niż podczas stosowania metody Draize’a )

Powyższe testy z naukowego punktu widzenia mają przewagę nad testami przeprowadzanymi na zwierzętach, gdyż w 99% odzwierciedlają ludzki organizm. Niestety ich stosowanie wymaga zakupienia przez koncerny kosmetyczne nowych systemów do ich przeprowadzania. Co niestety naraziłoby je na dodatkowe koszty.

 

O tym jak firmy kosmetyczne mydlą nam oczy.

Od 2013 roku na terenie UE obowiązuje całkowity zakaz zabraniający importu oraz sprzedaży kosmetyków i składników testowanych na zwierzętach. Natomiast firmy kosmetyczne w sprytny sposób obchodzą ten zakaz. Na rynek UE wypuszczają produkt nietestowany na zwierzętach , a w tym samym czasie do krajów z poza Unii dalej wędrują kosmetyki testowane.

Warto pamiętać też o jednej ważnej rzeczy. Z dniem wprowadzenia zakazu z półek i magazynów nie zniknęły nagle produkty testowane. Zakaz obejmuje jedynie nowe produkty i ich składniki!

Starajmy się wybierać świadomie. Wspierajmy marki które od początku deklarowały politykę cruelty free. Kupujmy produkty, których powstanie nie było okupione cierpieniem. Zróbmy dla nas samych i z miłości do zwierząt, które przebywają wśród nas.

Ważne! Produkty nietestowane na zwierzętach posiadają na opakowaniu logo z króliczkiem samo lub z podpisem cruelty free lub not tested on animals.

Photo by Anastasiya Gepp from Pexels

Link do firm które aktualnie testują swoje produkty na zwierzętach: http://sledczy24.pl/bm1808-9556-2/

You may also like...

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
I am EmiliaGabiPatrycjaAkacjakosmetykabeztajemnic.pl Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hania
Gość

To, że produkt na opakowaniu ma króliczka jeszcze nic nie znaczy. Nawet Avon ma na swoich katalogach taką informację. A jest dostępny w Chinach, czyli pośrednio do testów się przyczynia. Ja kupuję cruelty free od prawie dwóch lat i jest to żmudna robota. Firmy wchodzą i wychodzą z pewnych rynków, sytuacja jest dynamiczna i trzeba ją cały czas monitorować. To upierdliwe, ale weszło mi w krew szukanie informacji na ten temat. Czasami stoję 15 min przed półką w drogerii i szukam w smartfonie czy mogę bezpiecznie kupić, czy też odpuścić. W ciągu tych dwóch lat odkryłam naprawdę sporo ciekawych marek i nie tęsknię np. za loreal.

Dominika D.
Gość
Dominika D.

Naprawdę czasami trudno uwierzyć do czego ludzie są zdolni. Twój artykuł może otworzyć wielu ludziom oczy.

Akacja
Gość

Dlatego stosuję preparaty robione w domu lub od sprawdzonych firm.

Patrycja
Gość

Przepraszam ale nie czytałam dokładnie, te zdjęcia da straszne – jestem za wrażliwa na cierpienie niewinnych stworzeń 🙁

Gabi
Gość

Niestety, ale ludzie są gorsi od zwierząt! Jestem pewna, że mieliby chętnych ludzi, gdyby sowicie zapłacili, ale niestety lepiej jest testy wykonywać na kimś kto „nie odda i nic nie powie”.

I am Emilia
Gość

taka prawda niestety ale nawet nie wiedząć użuwamy kosmetyki , które są testowane na zwięrzętach.